Gdy do domu przebywają dawno nie widziani goście znad morza, o wdzięcznym nazwisku
Wozaczyńscy, dom ten zamienia się w przeważającej części w studio fotograficzne, z rozbudowaną garderobą i małym skrawkiem podłogi na stół, przy którym do późnej nocy toczą się dziwne rozmowy i leją w gardło smakowite płyny.
Przybyli, nabałaganili i zwyciężyli marazm pozimowy, zmuszając nas do nieustannego kombinowania, rzeźbienia, obmyślania kadrów oraz dźwigania pieńków, zabytkowych wózków dziecięcych (www.annautko.com) i ocynkowanych wanienek z wiejskich podwórek...
Wkrótce pokażemy rezultat, ale póki co, trochę kulis tych zmagań, czyli
Magda, Miłosz i Maja Wozaczyńscy w całej swej trójdzielnej okazałości, tym razem w roli cierpliwych modeli.
Hmm, i jak to jest być po tej drugiej stronie lustra? :)